Pracuję z dziećmi i dorosłymi, na różnym etapie zaawansowania – od świętowania pierwszych czysto zaśpiewanych dźwięków, aż po przygotowania do telewizyjnych talent show, konkursów czy festiwali. Większość moich klientów to jednak osoby, które traktują śpiew przede wszystkim jako formę spędzania czasu – hobby, które pozwala im na chwilę oderwać się od intensywnej pracy zawodowej, często zupełnie niezwiązanej ze sztuką.
W śpiewaniu naprawdę każdy może zrobić postęp. Tempo i jakość tych zmian są oczywiście bardzo indywidualne, ale osoba, która regularnie podejmuje określone zadania i ćwiczenia, ma możliwość uczenia się i rozwijania swoich umiejętności.
W pracy z głosem interesuje mnie właśnie ta indywidualna droga – jej tempo, możliwości i potrzeby konkretnej osoby. Jedni przychodzą po marzenia o wielkiej scenie, inni po większą swobodę w śpiewaniu przyjaciółkom, jeszcze inni po godzinę tylko dla siebie. I każda z tych motywacji jest wystarczająca. Bo śpiewanie nie musi być sprawdzianem z talentu. Może być spotkaniem ze sobą.
Jako trenerka wokalna bardzo dbam o tę przestrzeń pomiędzy nami. O komfort. O zaufanie. O możliwość bycia sobą. Bo kiedy człowiek czuje się bezpiecznie, zaczyna odważniej próbować. A kiedy to robi, dzieją się rzeczy naprawdę piękne. Nie wszyscy zaczynamy z tego samego miejsca, tak samo jak w tym samym tempie nie uczymy się słyszeć, oddychać, prowadzić głos czy odnajdywać własne brzmienie. I nie musimy.
Usłyszeć swój głos
To, co najbardziej porusza mnie w spotkaniu z drugim człowiekiem, to świadomość, że bardzo często jestem jego pierwszym słuchaczem, pierwszym widzem, przed którym otwiera swoją wrażliwość. Czuję się wtedy zobowiązana, żeby zapewnić mu bezpieczną przestrzeń emocjonalną i komfortowe warunki do nauki – bez oceniania i bez zawstydzania.
Zanim nauczymy się śpiewać, uczymy się być słyszani. Kiedy człowiek śpiewa, odsłania znacznie więcej niż tylko głos. Odsłania kawałek siebie. Dlatego bardzo zależy mi na tym, żeby podczas naszych spotkań było bezpiecznie. Żeby można było się pomylić. Zaśpiewać nieczysto. Nie trafić w dźwięk. Zatrzymać się. Zacząć jeszcze raz. A czasem nawet powiedzieć: „dzisiaj nie mam siły”. Nie wierzę w naukę poprzez zawstydzanie. Moje uwagi dotyczące śpiewania mają być drogowskazami. Mają pokazywać, dokąd możemy pójść, a nie przypominać, jak daleko jeszcze jesteśmy od celu.
Bo wszystkie moje sugestie dotyczące śpiewania traktuję przede wszystkim jako wskazówki do rozwoju. Zależy mi na tym, żeby moi uczniowie i uczestnicy zajęć czuli, że mogą próbować, popełniać błędy, szukać własnego brzmienia i przede wszystkim – czerpać z tego przyjemność.
Śpiew jako forma muzykoterapii
Jako muzykoterapeutka wiem, że dźwięk potrafi dotknąć miejsc, do których czasem trudno dotrzeć słowami. Potrafi pomóc coś wyrazić, uwolnić, oswoić. Może być sposobem na spotkanie z własnymi emocjami, ale też na zwyczajne, dobre bycie ze sobą. Dla niektórych osób te spotkania mają jeszcze głębszy wymiar. Mówią mi, że śpiew pomaga im odreagować napięcie, rozładować emocje, odzyskać kontakt ze sobą. Że po zajęciach czują się lżej, łatwiej im oddychać, że przez chwilę przestają być tylko osobą, która musi wszystko ogarnąć. I właśnie wtedy szczególnie mocno czuję, jak niezwykłym narzędziem może być muzyka. Dlatego interesuje mnie nie tylko to, czy ktoś zaśpiewał dany dźwięk czysto. Interesuje mnie również to, czy zaczyna śpiewać z większą swobodą. Czy przestaje się bać własnego głosu. Czy pozwala sobie być słyszanym. Czy z czasem pojawia się w nim więcej odwagi, radości i przyjemności.
Lubię, kiedy ktoś przychodzi i mówi: „Chcę po prostu śpiewać”. Bez egzaminu, ambicji zdobycia sceny, ani potrzeby udowadniania czegokolwiek. Po prostu chce przez godzinę pobyć ze swoim głosem. Dlatego jeśli czujesz, że śpiewanie porusza w Tobie jakieś wrażliwe struny – idź za tym. Nie musisz od razu wiedzieć dlaczego. Może po prostu Twój głos czegoś potrzebuje. A ja chętnie się nim zaopiekuję.
Autor artykułu – Anna Szatybełko

No responses yet